poniedziałek, 30 marca 2015

Od Ellie do Jackob'a

 Wędrowałam w deszczu po kałużach, całkiem sama. Szłam tak już przez kilka dni, smutna, mokra, brudna.
 Szukałam czegoś z moich marzeń. Ale czy ja mam marzenia? O czym ja marzyłam?
No właśnie. Sama nie wiem. Szukałam byle czego. Chciałam spotkać kogoś. Kogoś miłego. Kogoś, komu mogę zaufać. Na kim znajdę oparcie. Czy znalazłby się ktoś taki..?
Dla mnie nie. Nie liczę się dla nikogo. Jestem tylko małą, niewidoczną kropeczką na mapie, której nikt nigdy nie zauważy i której nikt nigdy nie pokocha, nie wesprze, ani nie zaprzyjaźni się z nią.
Mój sens życia? ''Żyj bo dostałaś szansę. Drugiej nie dostaniesz.''
Tylko dlatego jeszcze się nie zabiłam. TYLKO dlatego żyje.
 Nadepnęłam właśnie na kałużę, gdy myślałam o tym wszystkim. Nic nie poczułam. Było dla mnie obojętne, czy będę mokra, czy sucha. Czy kogoś spotkam czy nie.
 I nagle wpadłam na jakiegoś czarnego psa, zupełnie jak węgiel.
-O matko! Przepraszam!-jęknęłam a od pomógł mi się podnieść.
-Nic się nie stało..-szepnął i otrzepał się.
''Nadarzyła mi się szansa..? Dzięki, Boże!''-myślałam.
-Na pewno?-zapytałam i spojrzałam na niego zamyślona.
<Jackob?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz